I believe whatever doesn't kill you simply makes you... stranger.
Joker

Archive

Witajcie w 10-tym roku!

  • Kupiłem sobie kalendarz za jakieś 50 zł. Bo ma Godfathera na każdej stronie. Motto na końcówkę 2009 brzmiało “leave the gun, take the canoli”. Jak mogłem nie kupić?
  • Dalej nie przeczytałem To End A War. Ale ogólnie czytam więcej niż dwa-trzy lata temu, więc jest dobrze.
  • “Odkryłem” twittera i blipa. Kurwa mać.
  • A dzisiaj pokochałem Spotify dzięki dobrym ludziom z rootnode oraz z pomocą plugawego (dzięki!).
  • Przeniosłem się z shelfari na goodreads.com.
  • Więcej czytam, ale za to coraz mniej gram. Buuu…
  • Mam już serdecznie dość php.
  • Mam już serdecznie dość polibudy.
  • Odwidziała mi się motorolka droid. Mój target na dziś: n900 (tak właśnie, ten grubas). Tylko jeszcze nie wiem, kiedy konkretnie kupię, bo mi się pieniądze dupy nie trzymają. Na drugie dali mi Rozrzutność.
  • Ciągle obiecuję sobie, że się będę uczył.
  • I że będę więcej pisał. Że będę pisał w ogóle.
  • Dobrze, że chociaż wordpressa sobie naprawiłem po ostatniej nieudanej aktualizacji – dzięki temu powstaje dzisiejszy wpisik (tak na marginesie, to muszę tutaj posprzątać. kiedyś.)
  • Mój ukochany Śląsk Wrocław wciąż tkwi w degrengoladzie.
  • Więcej grzechów nie chce mi się pamiętać.

Czy tata czyta…

Jakiś czas temu na bytowisku pojawił się inspirujący ;) wpis zachęcający do sporządzenia własnej listy książek “do przeczytania”. Tak się akuratnie złożyło, że niewiele wcześniej odkryłem niezbyt chyba znany w Polsce serwis shelfari (dzięki dreamer!), który w przeciwieństwie do naszej klasy i innych pierdół jest dość pożyteczną społecznościówką.

Serwis prosty (w pozytywnym sensie tego słowa), czytelny, funkcjonalny, z bardzo bogatą bazą danych (co w sumie nie dziwi – serwis działa od października 2006, a w lutym 2007 został kupiony przez giganta – Amazon). Są nawet polskie książki!

W dużym skrócie – mamy półeczkę książek przeczytanych, czytanych i planowanych do przeczytania; oceny, opinie, kategorie, wydania, okładki, prośby o opinię (“czy powinienem to przeczytać?”) itd. Wszystko to bez zbędnych gadżetów w stylu “zostaw prezent w profilu kolegi”, profili fikcyjnych, czy śledzika ;)

Jak ktoś ma problem z ogarnięciem historii swoich lektur, czy zapamiętaniem wartych uwagi tytułów – szczerze polecam!

edit:

chwila guglania i jak można się było spodziewać jest też polski odpowiednik shelfari – nakanapie.pl, ale niestety nie dorasta do pięt oryginałowi

I tak do zajebania

Żyjemy w czasach, kiedy ludzie nie mają czasu, więc sobie ułatwiają i tworzą skróty. Zamiast pamiętać adresy tysięcy stron tworzą zakładki składowane w chmurze i aktualizowane na naszych komputerach w domu, pracy, laptopie i telefonie 6286582 generacji (btw – mam chrapkę na motorolkę).

Zamiast śledzić tysiące portali niułsowych wymyślono rss-a, agregatory, zarówno jako aplikacje desktopowe, jak i webowe, na wypadek jakbyśmy korzystali z komputera w domu, pracy, laptopa i telefonu 847365834658 generacji.

Ponieważ nie mamy już czasu na pisanie blogów powstały mikroblogi. Ponieważ nie mamy czasu śledzić i pamiętać tysięcy mikroblogów powstały agregatory…

To wszystko sprawia, że mamy codzienną dawkę tysięcy rzeczy “nie-do-przeoczenia”, na które nie mamy czasu, bo i tak nie mamy czasu na inne ważne rzeczy (pracę, rodzinę, naukę, rozrywkę).

Szykuje mi się semestr zapierdolu od 7:30 do 20 codziennie, od poniedziałku do piątku.

W google readerze mam 462 nieprzeczytane artykuły.

Jest środa, 30. września, jutro początek nowego roku akademickiego.

Jebać PWr, PZPN, PZKOSZ i PLK.

Tak, to post o niczym.

Nie, nie ulżyło mi.

Na półce czeka wciąż nieprzeczytane The End A War oraz klasyka informatyki. I Fallout 3. I Mass Effect (a niedługo mafia 2, mass effect 2…).

Ble.

Cytat dnia

Swoją drogą to fajnie mają ci Hiszpanie. Aktualni Mistrzowie Europy i Świata, wicemistrzowie olimpijscy w koszykówce. Mają w składzie mistrza NBA. Piłkarscy Mistrzowie Europy. Zwycięzcy Ligi Mistrzów. Jeszcze półtora tygodnia temu byli Mistrzami Europy w siatkówce. Brązowi medaliści olimpijscy w piłce ręcznej. I jeszcze Nadal. I jeszcze Alonso. I Contador. I Valverde. A jest ich tylko ze dwa miliony więcej niż nas. Ale skoczków narciarskich to my mamy lepszych!

Z pozdrowieniami dla naszych kochanych działaczy.

Słabiutkie Tales of Valor

Wiele miesięcy temu roolin zaproponował mi, by sięgnąć po Kompanię Braci. Zachęcony jego opinią od razu zakupiłem złotą kolekcję, czyli podstawkę oraz dodatkowe misje. Gra wciągnęła mnie jak żadna inna od kilku lat, przyjemność z grania okazała się być na poziomie tej z czasów łupania w Close Combat-y, przy których spędziłem wiele tygodni.

Kiedy tylko pojawiła się informacja o preorderze nowego dodatku do Kompanii, od razu zamówiłem. Miały być 3 świeżutkie kampanie, z czego jedna zupełnie innowacyjna – prowadzimy jednego Tygrysa dbając o każdego z członków załogi. Biorąc pod uwagę, że CoH to rasowy RTS, to informacja ta brzmiała bardzo intrygująco.

W końcu Tales of valor wylądował na moim biurku, szybko odpaliłem i… się zawiodłem. I wcale nie dlatego, że już w dniu premiery pojawił się nowy patch.

Po kolei. Mamy 3 kampanie – wspomniany As tygrysów, Grobla i Falaise. Chociaż słowo “kampania” jest zdecydowanie na wyrost, nawet “mini-kampania” tu nie pasuje, bowiem każda z nich to zaledwie 3 misje… na poziomie “normal” można więc przejść całą grę w ok 6 godzin. Cholernie mało, jak na wydatek rzędu 90 zł. Do tego dorzucono 3 operacje w ramach gry wieloosobowej oraz 6 jednostek.

Przyjrzyjmy się temu bliżej.

As Tygrysów – genialna w zamyśle, spieprzona po całości długością “kampanii”. Człowiek nie zdąży się nawet rozkręcić, a tu już koniec. Mamy do dyspozycji Tygrysa z 5-cio osobową załogą, którego możemy mocno rozwijać wraz z doświadczeniem. Dostępnych jest mnóstwo opcji, od zwykłego przyspieszenia, przez szybsze strzelanie, zasłonę dymną, czy lepsze uzbrojenie. Dodatkowo możemy sami zająć się strzelaniem – przełączamy się w specjalny tryb i wówczas lufa podąża za naszą myszką, a po przeładowaniu możemy wystrzelić pocisk. Proste, choć w ogniu walki bywa kłopotliwe, kiedy jednocześnie chcemy strzelać i się poruszać. No i jak już mówiłem – zanim zdążymy się rozkręcić, będzie już koniec gry.

Grobla – tutaj mamy do czynienia z przygodami dwóch oddziałów powietrzno-desantowej jednostki, która miała za zadanie zająć pewną groblę podczas inwazji w Normandii. Podobnie jak w Asie Tygrysów, tak i tutaj mamy do czynienia ze specjalnymi jednostkami, które można mocno rozwijać. Spotykamy się i zajmujemy groble, bronimy groble, a na koniec atakujemy po drugiej stronie grobli pozycje niemieckie. Koniec.

Falaise – “standardowa” kampania, już bez jednostek specjalnych, a z “budowaniem” jednostek. Przejmujemy kontrolę nad niemiecką dywizją stacjonującą w Falaise podczas oblężenia. Musimy się wybronić w 3 misjach, będących kolejnymi etapami.

W zasadzie, żeby mieć jakąś satysfakcję z tych kampanii, należałoby grać je na wyższym poziomie trudności i grać dopóty, dopóki nie zdobędzie się wszystkich medali.

Operacje to znowuż nowy tryb rozgrywki sieciowej. Są trzy – walec pancerny, szturm oraz skała. Operacje mają dwa zasadnicze minusy – dla każdej z operacji jest po zaledwie jednej mapie oraz nie można zagrać z komputerem, co w przypadku braku chętnych do wspólnego grania, albo słabego neta, może być sporym problemem.

Walec pancerny – to wykorzystanie pomysłów z Asa tygrysa – mamy pojedynek czołgów max 3 na 3 graczy. Każdy z czołgów ma inne dodatki zdobywane wraz z doświadczeniem. Rozgrywka całkiem przyjemna, wymagająca dobrego zgrania zespołu.

Szturm – po obu stronach mapy mieszczą się umocnione bazy przeciwników. My mamy do dyspozycji dzielnego wojaka (m.in. sanitariusz, ciężka piechota, komandos, snajper, saper itd), którym lecimy na wroga. Tutaj rozwijamy jedynie “atak” i “obronę” żołnierza. Po każdej ze stron może być 3 takich żołnierzy. Żeby było trudniej, bazy są bronione sporymi silami – działa, ckm-y, żołnierze. Im dalej zajedziemy, tym silniejsze jednostki ruszają przeciwko nam, z czołgami pod koniec. Celem jest zniszczenie bazy znajdującej się na samym końcu.

Skała – tutaj już liczy się tylko współpraca. Bronimy miasteczka mając do dyspozycji bardzo mało zasobów. Bronić można max w 4 osoby. Co rusz atakuje nas nowa i coraz silniejsza fala niemieckich żołnierzy nacierając z różnych stron. Operacja Skała jest bardzo trudna i niemało wysiłku trzeba w nią włożyć, żeby przetrwać choć połowę zaciekłych ataków.

Każda z nacji dostała po 2 nowe jednostki, które zastępują stare (jeśli nam się nie podobają, możemy przełączyć się na stare). Jednostki te jednak niewiele wnoszą do prawdziwej rozgrywki i w zasadzie niewiele się z nich korzysta. Ja sam wykorzystywałem jedynie dwie – Schwimwagen (taki pojazd przypominający łódkę na kółkach) zastępujący motocykl oraz lepsze działo samobieżne u Amerykanów.

Są jeszcze ponoć nowe mapy, ale jako, że wcześniej w ogóle się po sieci nie bawiłem, to nie jestem w stanie ocenić zmian :)

I tyle. Fajnie, że coś nowego, fajnie, że się rozwija, ale jak powiedziałem wcześniej – cholernie mało za tę cenę.

p.s.

I nie warto inwestować w miotacze ognia. Zostały przesadnie osłabione i mają teraz siłę rażenia zapalniczki.