Bawi mnie obecny szum wokół iPada, nowego dziecka Steve’a Jobsa. Zarówno ten apple-heaterów, jak i apple-fanatyków.
Ci pierwsi tradycyjnie mieszają nowy produkt z błotem wyśmiewając jego przydatność oraz możliwości. Do pełni zachowania tradycji brakuje tylko wróżenia fiaska produktu – już się grupa nauczyła, że choćby nie wiadomo jakie wady powytykać, Apple i tak odniesie sukces, a nowe nadgryzione jabłko trafi pod wiele strzech.
Z kolei ci drudzy – również zgodnie z tradycją – masturbują się nad tabletem, jakby widzieli nowy cud świata. Chłopaki! To tylko tablet. Nihil novi, chciałoby się rzec.
Dlaczego więc Apple tradycyjnie zarobi grube miliony? Pomijając tak oczywiste punkty jak uznanie marki, przerażająco skuteczny marketing, czy modę – to przede wszystkim, tradycyjnie, tablet trafi idealnie w potrzeby klientów. Ludzi. Miliony kukiełek drepczących w te i wewte po świecie.
Apple, co mu się głównie zarzuca, skupia się bowiem nie na wymyślaniu nowych technologii, ale jak te technologie podać człowiekowi najlepiej, najwygodniej, najefektowniej i inne naj.
Weźmy chociażby ten tablet. Parę lat temu wybuchła wielka moda na netbooki. Sam byłem już bliski zakupu takiej maszynki, tylko ciągle czułem jakieś “ale”. Zastanówmy się bowiem na co człowiekowi netbook? Do programowania? 0.1% użytkowników może i tak odpowie, ale i oni będą okłamywali samych siebie. To są maszynki, żeby nie dźwigać ze sobą wielokilogramowego klocka, a zarazem nie być odciętym od sieci. Smartphone? Fajne, ale za małe, i zbyt uciążliwe na dłuższą metę. Wymyślono więc mini laptopy, które jednak są za słabe, żeby na tym poszaleć (filmy hd, gry, programowanie), oraz za drogie, żeby jedynie dostarczyć sobie narzędzie do przeglądania greadera w tramwaju.
Tablet, choćby taki jak ten z nadgryzionym jabłkiem1, idealnie odpowiada potrzebom szarego ludu – wystarczająco duży ekran, żeby wygodnie korzystać, przy zachowaniu małej wagi i rozmiarów umożliwiających swobodne przemieszczanie się z urządzeniem. Do tego dochodzi interfejs idioto-odporny, wygodny i efekciarski.
Po prostu idealne narzędzie dla ludzi dużo podróżujących, czy wysiadujących godzinami na nudnych wykładach. Pewnie ktoś zapyta, “dlaczego w takim razie wcześniejsze tablety nie odnosiły sukcesów?” Przychodzą mi na myśl dwie przyczyny. Po pierwsze technologia wczoraj, a dziś. Multi-touch, czy nawet jakość samego touch-pada, wydajność etc. Drugi powód – niektóre pomysły potrzebują czasu, żeby dojrzeć, oraz czasu, żeby znaleźć odpowiedni dla siebie moment. Apple, tradycyjnie, trafia w ten czas.
p.s.
dzisiejszy tekst sponsorowała literka T oraz słowo Tradycja
- no bo będą i inne – szykuje się już google [↩]



komentki