
Nickel(is)back! 18 listopada Nickelback wydali nową płytę Dark Horse. Strasznie długo na nią czekałem, bo dopiero dzisiaj listonosz podrzucił, ale w końcu jest i… już po pierwszym przesłuchaniu jestem zajarany jak dziecko na widok cukierka.
W telegraficznym skrócie – styl bez zmian, 43 minuty świetnego brzmienia, jedenaście nowych kawałków, z czego trzy albo cztery to balladki.
Z miejsca w ucho wpadły mi Gotta Be Somebody, które zdążyłem poznać wcześniej, oraz Just to Get High – dynamiczny kawałek, który potrafi człowieka naładować energią. Poza tym ten krążek chyba nie ma żadnych słabych punktów, chociaż krytyka branżowa ma diametralnie odmienne zdanie, to jednak fani wyrażają się raczej ciepło o płycie i ja się do nich zaliczam. Polecam!
Coma wydała właśnie swój trzeci album – dwupłytową Hipertrofię. Już po pierwszym przesłuchaniu mogę stwierdzić, że to album wyjątkowy – i nie mam tu na myśli wyjątkowo krótkiego tytułu, czy dwupłytowego wydania. Ten album jest w przypadku Comy wyjątkowy, bo zupełnie inny niż poprzednie.
“Zaprzepaszczone…” to było dla mnie mistrzostwo świata. Połączenie niezwykłych tekstów, świetnego brzmienia przyprawione szczyptą absolutnej wyjątkowości na bardzo spójnej płycie. To się świetnie słuchało jako całość, można było sobie pośpiewać np. przy “Tonacji”, był ładunek emocjonalny – po prostu genialna rockowa płyta. Dla mnie idealna. Jaka jest Hipertrofia? Hm… inna.
Ostre kawałki pełne ekspresywnej siły zostały wyparte przez poezją śpiewaną. To dalej jest rock, ale dużo spokojniejszy i bez “powera” – choć oczywiście jest parę mocniejszych kawałków. Dużo tu eksperymentowania formą – ba! jest nawet kawałek nieco bluesowy (sic!).
Płyta jest dużo trudniejsza w odbiorze niż poprzednie (o czym zresztą mówił sam Rogucki w jednym z wywiadów), ale dzięki temu bardzo ciekawa. Mnie osobiście jednak bardziej odpowiadał styl z poprzednich dwóch albumów – i nie zdziwię się, jeśli spora część fanów Comy będzie miała podobne odczucia.
Z drugiej strony… “Zaprzepaszczone…” doceniłem dopiero po kilkunastu przesłuchaniach, więc może i z Hipertrofią będzie podobnie?
Od czasu płyty Getting Away With Murder Papa Roach chyba żadna muza nie dawała mi takiego kopa jak kawałek The River kapeli Good Charlotte. Szkoda, że inne utwory z ich płyty za nic nie przypominają tego jednego – są wolne, czasem wręcz smętne. The River jest jednak boskie:
[youtube 3RI5dr4ZixI]
Będzie muzycznie. Ostatnio słucham głównie RMF i mi wpadło w ucho. Marquess – Vayamos Companeros…
[youtube AjuPqjyxQCQ]
… oraz Ville Valo & Natalia Avelon – Summer Wine:
[youtube D4uX3hAyVvQ]
Enjoy.
komentki