yanoo.pl

mentally disabled

Archive for the ‘książkowo’ Category

Czy tata czyta…

with 2 comments

Jakiś czas temu na bytowisku pojawił się inspirujący ;) wpis zachęcający do sporządzenia własnej listy książek “do przeczytania”. Tak się akuratnie złożyło, że niewiele wcześniej odkryłem niezbyt chyba znany w Polsce serwis shelfari (dzięki dreamer!), który w przeciwieństwie do naszej klasy i innych pierdół jest dość pożyteczną społecznościówką.

Serwis prosty (w pozytywnym sensie tego słowa), czytelny, funkcjonalny, z bardzo bogatą bazą danych (co w sumie nie dziwi – serwis działa od października 2006, a w lutym 2007 został kupiony przez giganta – Amazon). Są nawet polskie książki!

W dużym skrócie – mamy półeczkę książek przeczytanych, czytanych i planowanych do przeczytania; oceny, opinie, kategorie, wydania, okładki, prośby o opinię (“czy powinienem to przeczytać?”) itd. Wszystko to bez zbędnych gadżetów w stylu “zostaw prezent w profilu kolegi”, profili fikcyjnych, czy śledzika ;)

Jak ktoś ma problem z ogarnięciem historii swoich lektur, czy zapamiętaniem wartych uwagi tytułów – szczerze polecam!

edit:

chwila guglania i jak można się było spodziewać jest też polski odpowiednik shelfari – nakanapie.pl, ale niestety nie dorasta do pięt oryginałowi

Written by yanoo

October 15th, 2009 at 9:47 am

Posted in książkowo,polecam

Tagged with ,

Gomorra

without comments

GomorraGomorra, Roberto Saviano urodzonego w Casal di Principe. Autor wychował się w mieście “należącym” do neapolitańskiej kamorry. Zbierał przez 6 lat materiały do książki – kroniki policyjne, artykuły w prasie, wizytował procesy sądowe, odwiedzał miejsca związane z mafijną działalnością i tak dalej.

Gomorra to nie jest powieść, a raczej dokument nasączony subiektywnymi odczuciami autora. Relacjonuje jak działa mafia, podaje nazwiska, miejsca, nazwy. Czym jest Gomorra najlepiej oddaje pierwsze zdanie posłowia:

Gdy Gomorra ukazała się we Włoszech w 2006 roku, wywołała ogólny szok i powszechną dyskusję, choć właściwie nie ma w niej niczego, o czym nie byłoby wiadomo wcześniej z kronik kryminalnych w prasie, z dzienników radiowych i telewizyjnych.

Ta książka otwiera oczy, ukazuje przede wszystkim mechanizmy działania mafii. I te mechanizmy są przerażające. Autentycznie przerażające.

Zacząłem łapać się na tym, że zupełnie inaczej patrzę na wiadomości w prasie i swoje miasto. W wielu wydarzeniach doszukuję się możliwości udziału mafijnych macek; odwiedzając sklep w galerii handlowej zastanawiam się jaką drogę przebył towar, czy cała machina nie jest w rękach mafii.

Żeby było weselej, Roberto Saviano w wywiadzie dla gazety wyborczej powiedział, że Włosi od dawna uważają Polskę za swój teren…

Written by yanoo

January 15th, 2009 at 2:17 am

Posted in książkowo

Tagged with ,

Hoolifan

without comments

hoolifanHoolifan, 30 years of hurt. Książka jest jakby autobiografią Martina Kinga, pseudokibica Chelsea Londyn. Opisuje swoją przygodę z futbolem od małolata – jak po raz pierwszy poszedł na mecz z ojcem, po czasy współczesne. Opis bójek, starć, historia stadionowej i chuligańskiej mody, a przede wszystkim opis “jak to widzą od środka”.

Książka walczy z niektórymi stereotypami (jak np. “sprzęt” – noszenie na stadion siekier, noży, nóg od taboretów itd, to wg autora wymysł policji oraz mediów), opisuje historię walki z chuligaństwem (jak policja zachowywała się, kiedy problem się rodził, a jak to wyglądało później) i tak dalej.

Wg mnie autor miejscami zaprzecza samemu sobie w swoich rozmyślaniach nad niektórymi aspektami, ale ogólnie czyta się bardzo szybko, jak powieść przygodową i miłośników piłkarstwa, a przede wszystkim “czynnych” kibiców na bank książka panów King & Knight zainteresuje.

Osobom, które zupełnie nie czują dystansu do tematu sugeruję na książkę nawet nie spoglądać. Dla reszty będzie to lektura przynajmniej o tyle dobrze spożytkowana, że będą mieli okazję zapoznać się z masą anegdot z życia pseudokibiców. Czego jak czego, ale życia pełnego przygód odmówić im nie można.

Written by yanoo

January 13th, 2009 at 11:52 pm

Posted in książkowo

Tagged with

Młodzi, silni, utalentowani

with one comment

Tylko dziś! Specjalna oferta dla dwojga – bilet w jedną stronę do Szwajcarii, zwiedź CERN, zobacz czarną dziurę z bliska!

Obudziłem się z przeraźliwym bólem głowy. To nie był kac, spałem po prostu zbyt długo. Usiadłem w łóżku, półprzytomny instynktownie sięgnąłem do włącznika netbooka. Kawa już stygła na stoliczku obok.

Boże… spałem trzy godziny. Będę się musiał chyba wybrać do doktora Muhammeda, by zapisał mi jakieś lepsze tabletki na kompresję snu. Trzy godziny… nie spałem tyle od dziecka. Zaraz mnie będą szukać w robocie!

Komputer był już gotowy do pracy. Robiłem jako dostawca mleka w Second Life. Ledwie starczyło na opłacenie nory, w której żyłem oraz tej drugiej – w grze. O ile to można było nazwać grą. Dorabiałem jeszcze rozdając ulotki pod wirtualnym Ratuszem, żeby mieć na żarcie i abonament. Co za ironia losu – płacić za to, żeby mieć gdzie zarabiać…

- Gdzieś ty się do cholery podziewał cały dzień?! – Maria zawsze była bezpośrednia. Zastanawiałem się jak wygląda w rzeczywistości, lubiłem ją. – Wybuchła bomba pod Ratuszem! Podejrzewają o to separatystów z Wolnego Śląska. Pierdoleni górnicy znowu chcą autonomii. Całe miasto stoi, robota stoi, kurwa, ale jestem zła.

- Gdzie szef? Muszę się zwolnić na dzisiaj i wybrać do lekarza.

- A co, złapałeś jakiegoś syfa? Mówię ci przecież, że robota dzisiaj stoi, szef lata jak poparzony sprawdzać, czy któraś z jego firm nie wyleciała w powietrze. Kutas. Olej go i idź, nikt nie zauważy.

- Dzięki.

Musiałem jeszcze zamówić ochronę. Rozbiłem skarbonkę. Cholera, tylko 15 zł. To prawie 100$, a te dupki z ASCO wołają sobie 200 dolców za przeprowadzenie przez ulicę w te i z powrotem. Znowu będę musiał się zdać na publiczną służbę ochrony. Ostatnio skończyło się na tym, że czekałem na jełopów tydzień, a kiedy w końcu się pojawili byli nawaleni w trzy dupy. Moje szczęście, że snajper na ulicy miał chyba ostatnie trzy kule i nie lubił państwowych…

- Dzień dobry, chciałem zamówić ochronę…

- Pański NIP, PESEL, PESEL2 oraz numer dowodu osobistego.

Podałem wymagane dane z pamięci.

- Proszę czekać… Eugeniusz Frotkowski?

- Tak…

- Czy pan jest spowinowacony z Jurkiem Frotkowskim?

- To mój wujek!

- Juuurek, mamy tu twojego dzieciaka na linii! Wujek pana pozdrawia. Ochrona już jedzie.

Znajomości… na państwowych placówkach, rzecz niezbędna. Będę musiał odwiedzić wujka na dniach w Second Life i podziękować. Trzech ochroniarzy przyjechało po 10 minutach. Byli nawet trzeźwi.

Poranek na ulicy nigdy nie napawał optymizmem. Zdezelowane wraki leżały na środku ulicy i nikt nie kwapił się, by je usunąć. Niemal każdy budynek nosił ślady kul, albo pocisków moździerzowych. Przechodząc przez jezdnię dojrzałem gigantyczną wyrwę w bloku obok. A ja głupi myślałem, że Paweł znalazł nową pracę i dlatego go już nie widuję…

Gabinet doktora mieścił się na dwie przecznice od mojego skromnego lokum. Lubiłem tam wpadać – miał w poczekalni telewizor dla każdego pacjenta, odbierał ponad 200 kanałów sportowych. Większość po arabsku, ale żeby oglądać piłkę nie potrzeba było znać języka.

Wychodząc z zaułka jeden z ochroniarzy złapał mnie za ramię.

- Musimy pójść dookoła. Znowu wybuchły zamieszki w murzyńskim gettcie przed nami. Jakiś palant dwa dni temu zastrzelił dzieciaka, kiedy ten próbował zwinąć owoce ze sklepu.

- Jebane czarnuchy. Dalej żyją w XX wieku i chodzą do sklepów. – Drugi z ochroniarzy był chyba rasistą i miał ochotę przemaszerować z giwerą przez środek getta. Jednak co prawda, to prawda – wciąż nie mogłem zrozumieć po jaką cholerę wytykać nos z nory, żeby pójść do sklepu. O wiele bezpieczniej było zamówić przez sieć i czekać na robota z przesyłką. Trzeci ochroniarz chyba czytał mi w myślach.

- Dziwisz im się? Zawsze wysyłają im wybrakowany towar, wolą iść pójść sami wybrać. W ogóle słyszałem, że to wszystko to spisek jakichś prywatnych ochroniarzy. Dzieciaka zamordowano, żeby skierować gniew tłumu na tego palanta, Jarka. Z jego sklepu zostały tylko zgliszcza. Dzisiaj nikt nie chroni własnego interesu publicznymi siłami.

- Jakby nie było, nie możemy tędy iść. Niech się pan jednak nie martwi, to getto jest stosunkowo małe, nie nadłożymy wiele drogi.

Dziwnym trafem przez całą drogę nie napotkaliśmy żadnego oporu. Jedynym wydarzeniem była kopulująca radośnie parka w pozostawionym wraku na poboczu.

- Cholera! Postawiłem na tych dupków pół wypłaty, a oni dostali od Komety! Od beniaminka ekstraklasy kurwa! Od ostatniej drużyny w tabeli! – miałem doborowe towarzystwo w poczekalni. Pan Zdzisław był amatorem dolnośląskiej piłki. Wiedział o wszechobecnej korupcji, ale i tak obstawiał z zapałem mecze, których się nie obstawia.

- Dzień dobry panie Zdzisiu. Widzę w piłce wszystko po staremu.

- Cześć Gieniu. A nic mi nie mów. Jestem już chyba na to za stary. Przecież tam był ewidentny spalony! Od stu lat wołam, żeby w końcu wprowadzili podgląd wideo. Szkoda słów.

- A co u małżonki? – spróbowałem zmienić nastrój na bardziej optymistyczny.

- Gertruda nie żyje od piętnastu lat…

- Ekhm… chyba moja kolej. Do widzenia panu.

Lekarz był Egipcjaninem, który się u nas wykształcił i znalazł pracę w prywatnej klinice. Publicznych zresztą już nie ma od dawna.

- Będziemy musieli panu zapisać mocniejsze tabletki. Są do wyboru dwie firmy, tańsza i droższa. Ta tańsza niszczy w ekspresowym tempie nerki.

- A ta droższa, to dużo droższa?

- Ile pan zarabia?

- 5 zł za godzinę. Ile godzin wyrobię, to już moja kwestia.

- To nie stać pana. Proszę się do mnie zgłosić za pół roku, przebadamy nerki. – Doktor wręczył mi receptę i rachunek za wizytę. Znowu się będę musiał zadłużyć.

Wróciłem do domu bez przygód, jeśli nie liczyć zaliczonej gleby na dziurawym chodniku i podartych spodni. Odpaliłem netbooka i sprawdziłem pocztę. Podwyżka za prąd.

Wróciłem do wirtualnego życia zarobić trochę grosza. Może będzie można dorobić przy sprzątaniu po wybuchu?

Spacerując po Rynku naszła mnie myśl – po jaką cholerę robiłem doktora z ekonomii, skoro nawet nad własnym budżetem nie panuję?

Written by yanoo

September 11th, 2008 at 12:46 pm

Tożsamość Bourne’a – film, a książka

without comments

Z adaptacjami i ekranizacjami to zwykle jest tak, że albo się siada przed ekranem (telewizora, monitora, kinowym, whatever) obejrzeć jak ktoś wyobraził sobie to co znamy z książki, albo odwrotnie – siadamy do książki, żeby sprawdzić czego nam w filmie nie pokazano ze szkodą dla sztuki w myśl zasady – książka zawsze lepsza od filmu. Trylogię o Jasonie Bourne znam właśnie z filmu i ciekawością, czego to nam nie pokazano (w znakomitym przecież dziele), sięgnąłem po bestseller Roberta Ludluma.

Jestem właśnie gdzieś tak w połowie Tożsamości Bourne’a i nie mogę się nadziwić, wyjść z szoku. Nie chcę za bardzo spoilerować dla osób, które tak jak ja dopiero chciałyby sięgnąć po książkę pod wpływem filmu, ale no nie da się inaczej :) Ale po kolei.

Po pierwsze – to zupełnie inna historia. Naprawdę. Owszem – jest Jason, jest Treadstone, jest wyłowienie z morza, jest Marie, jest bank w Zurychu, Paryż i tak dalej, ale wszystko pozostałe to zupełnie, ale to zupełnie inna historia.

Po drugie – każda postać w książce ma się nijak do filmowej. Nawet sam Jason wydaje się być kimś zupełnie innym. W filmie jest niemal maszyną, człowiekiem, który działa precyzyjnie i dynamicznie, jakby każdy ruch niczym szachista miał przewidziany na 100 lat wstecz. A książkowy Jason? To facet, który obrywa na każdym kroku kulkę, który sprawia wrażenie, jakby nie do końca się kontrolował. Jest dużo bardziej wylewny, otwarty i – o matko – nieostrożny.

Wielu miłośników filmowej trylogii jako jeden z największych plusów podaje – “to coś zupełnie innego niż Bondy. Historie bardziej na serio.” Książka taka nie jest. Wręcz przeciwnie – jest dokładnie taka jak Bondy. Brakuje tylko bondowskiego poczucia humoru i gadżetów. Takich miłośników Bourne’a książka Ludluma zawiedzie na całej linii.

A tak poza tym – to dobra powieść sensacyjna. Dobra i chyba nic ponadto. Film natomiast jest wg mnie genialny i chyba dobrze, że ktoś okazał się na tyle odważny, żeby zupełnie przerobić fabułę i postaci stworzone przez pisarza.

To ja wracam do czytania ;)

Written by yanoo

September 2nd, 2008 at 3:42 pm