Yippie ki yay mother fucker
Bruce Willis as John McClane

Author Archive for yanoo

Paradoks kwaśnych winogron

Bawi mnie obecny szum wokół iPada, nowego dziecka Steve’a Jobsa. Zarówno ten apple-heaterów, jak i apple-fanatyków.

Ci pierwsi tradycyjnie mieszają nowy produkt z błotem wyśmiewając jego przydatność oraz możliwości. Do pełni zachowania tradycji brakuje tylko wróżenia fiaska produktu – już się grupa nauczyła, że choćby nie wiadomo jakie wady powytykać, Apple i tak odniesie sukces, a nowe nadgryzione jabłko trafi pod wiele strzech.

Z kolei ci drudzy – również zgodnie z tradycją – masturbują się nad tabletem, jakby widzieli nowy cud świata. Chłopaki! To tylko tablet. Nihil novi, chciałoby się rzec.

Dlaczego więc Apple tradycyjnie zarobi grube miliony? Pomijając tak oczywiste punkty jak uznanie marki, przerażająco skuteczny marketing, czy modę – to przede wszystkim, tradycyjnie, tablet trafi idealnie w potrzeby klientów. Ludzi. Miliony kukiełek drepczących w te i wewte po świecie.

Apple, co mu się głównie zarzuca, skupia się bowiem nie na wymyślaniu nowych technologii, ale jak te technologie podać człowiekowi najlepiej, najwygodniej, najefektowniej i inne naj.

Weźmy chociażby ten tablet. Parę lat temu wybuchła wielka moda na netbooki. Sam byłem już bliski zakupu takiej maszynki, tylko ciągle czułem jakieś “ale”. Zastanówmy się bowiem na co człowiekowi netbook? Do programowania? 0.1% użytkowników może i tak odpowie, ale i oni będą okłamywali samych siebie. To są maszynki, żeby nie dźwigać ze sobą wielokilogramowego klocka, a zarazem nie być odciętym od sieci. Smartphone? Fajne, ale za małe, i zbyt uciążliwe na dłuższą metę. Wymyślono więc mini laptopy, które jednak są za słabe, żeby na tym poszaleć (filmy hd, gry, programowanie), oraz za drogie, żeby jedynie dostarczyć sobie narzędzie do przeglądania greadera w tramwaju.

Tablet, choćby taki jak ten z nadgryzionym jabłkiem1, idealnie odpowiada potrzebom szarego ludu – wystarczająco duży ekran, żeby wygodnie korzystać, przy zachowaniu małej wagi i rozmiarów umożliwiających swobodne przemieszczanie się z urządzeniem. Do tego dochodzi interfejs idioto-odporny, wygodny i efekciarski.

Po prostu idealne narzędzie dla ludzi dużo podróżujących, czy wysiadujących godzinami na nudnych wykładach. Pewnie ktoś zapyta, “dlaczego w takim razie wcześniejsze tablety nie odnosiły sukcesów?” Przychodzą mi na myśl dwie przyczyny. Po pierwsze technologia wczoraj, a dziś. Multi-touch, czy nawet jakość samego touch-pada, wydajność etc. Drugi powód – niektóre pomysły potrzebują czasu, żeby dojrzeć, oraz czasu, żeby znaleźć odpowiedni dla siebie moment. Apple, tradycyjnie, trafia w ten czas.

p.s.

dzisiejszy tekst sponsorowała literka T oraz słowo Tradycja

  1. no bo będą i inne – szykuje się już google []

I wtedy powiedział Pan…

Dear Google Apps admin,

In order to continue to improve our products and deliver more sophisticated features and performance, we are harnessing some of the latest improvements in web browser technology.  This includes faster JavaScript processing and new standards like HTML5.  As a result, over the course of 2010, we will be phasing out support for Microsoft Internet Explorer 6.0 as well as other older browsers that are not supported by their own manufacturers.

We plan to begin phasing out support of these older browsers on the Google Docs suite and the Google Sites editor on March 1, 2010.  After that point, certain functionality within these applications may have higher latency and may not work correctly in these older browsers. Later in 2010, we will start to phase out support for these browsers for Google Mail and Google Calendar.

Google Apps will continue to support Internet Explorer 7.0 and above, Firefox 3.0 and above, Google Chrome 4.0 and above, and Safari 3.0 and above.

Starting this week, users on these older browsers will see a message in Google Docs and the Google Sites editor explaining this change and asking them to upgrade their browser.  We will also alert you again closer to March 1 to remind you of this change.

In 2009, the Google Apps team delivered more than 100 improvements to enhance your product experience.  We are aiming to beat that in 2010 and continue to deliver the best and most innovative collaboration products for businesses.

Thank you for your continued support!

Sincerely,

The Google Apps team

Email preferences: You have received this mandatory email service announcement to update you about important changes to your Google Apps product or account.

Google Inc.
1600 Amphitheatre Parkway
Mountain View, CA 94043

I myśmy poszli i to czynili. Bo to było dobre.

Niech żyje Sesja!!

Nie wiem jak wy, ale ja kocham sesję. Mam nawet dla tego okresu specjalną nazwę – Wielkie Nadrabianie. To kilkanaście godzin mniej na uczelni (plus dojazdy!) oraz co najmniej kilka mniej na pisanie sprawka/laborki/seminarki, czy co tam trzeba akuratnie tworzyć.

Tymczasem można będzie dokończyć Mass Effect (akurat tuż przed premierą dwójki), kilka książek, zaprzyjaźnić się w końcu z Gitem, PyQt/PySide oraz Django. Że o nadrobieniu godzin w pracy nie wspomnę.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie te zakreślone na czerwono daty w kalendarzu…

Porno Spartakus

Amerykanie od maleńkości są chyba uczeni trzech rzeczy: permanentnego uśmiechu, miłości do ojczyzny oraz hasła idź za ciosem. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę słysząc o kolejnych odcinkach kinowego przeboju (albo gry komputerowej), czy rozwinięcia jakiegoś pomysłu, albo udanego zmiksowania kilku na raz. I kolejnych sezonach serialu X.

W ten sposób powstał Spartacus: Blood and Sand – połączenie 300 Zacka Syndera z Gladiatorem, a raczej z historią najsłynniejszego z nich, czyli tytułowym Spartakusem. Stacja Starz wyemitowała jak na razie pierwszy odcinek (a wcześniej zdążyła… zamówić produkcję drugiego sezonu), kolejne co piątek. Szczęśliwie, dzięki uprzejmości stacji torrents udało mi się obejrzeć zarówno pierwszy, jak i drugi epizod – relacja w kolejnych akapitach. Jeśli ktoś jednak nie chce czytać spoilerów, to zacznę od końca, czyli wniosków – jeśli podobało ci się 300, przy Spartacusie mile spędzisz czas.

Co zatem oferuje nam serialowa historia słynnego Traka (zakładając, że faktycznie stamtąd pochodzi)? Na pewno znane już z 300 efekty wizualne – komputerowo stworzony obraz utrzymany w jednobarwnych tonacjach, zwolnienia kamer oraz obficie tryskającą krew; na pewno pompatyczność – w postaci bojowych okrzyków i wzniosłych przemówień. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze… seks. Dużo seksu.

W historii o dzielnych Spartan ograniczono się w zasadzie do jednej sceny miłosnej, dość delikatnej zresztą. Tutaj już w pierwszym odcinku mamy dwie gorące sceny łóżkowe, za to w drugim… hm… powiem tak – scena “rozgrzewki” Batiatusa z małżonką dotychczas dostępna była co najwyżej w pornolach. Nie wiem ile wspólnego z prawdą historyczną ma wykorzystywanie służby w celu rozgrzania krocza przed seksem, ale z pewnością scena ta przejdzie głośnym echem w historii kina. Pewne lody zostały przełamane. Aż się nie mogę doczekać co przygotowali twórcy w kolejnych odcinkach.

I to tyle w zasadzie. Epizod pierwszy przedstawia wizję autorów na temat drogi Spartakusa od wolności do areny gladiatorów; epizod drugi to pierwsze szlify w szkole gladiatorów (ludia). Pozostaje zaprosić przed ekrany monitorów.

PHP – nie ucz się tego, na miłość…

Siedząc na blipie zauważyłem, że wciąż bardzo wiele osób zaczyna swoją przygodę z programowaniem od języka PHP. Przerażające przy tym, jak wielu z nich (jeśli nie wszyscy) nie lubi dokumentacji; zadają masę pytań, których rozwiązanie można znaleźć po jednym rzucie oka na definicję funkcji. Podobnie z googlem – przerażająca ilość przyszłych “developerów” zamiast spytać wielkiego brata, truje dupę innym tym samym pytaniem, które wcześniej zadano miliony razy i 10 razy tyle padło odpowiedzi.

Jeśli już jednak, drogi czytelniku, postanowiłeś zacząć naukę PHP, oto garść rad ode mnie:

  1. Nie ucz się programowania w ogóle. Serio. Nie będzie z ciebie żaden programista, co najwyżej masę kwiatków światu po sobie zostawisz.
  2. Sięgnij po Pythona, albo Ruby’ego. Są łatwiejsze (serio!), przyjemniejsze (o wiele!), doskonalsze (o co nietrudno), a co najważniejsze łatwiej się w nich nauczyć dobrych praktyk i ominąć te złe.
  3. PHP ma chorą składnię, jest zacofany (nie ratują go nawet nowości w 5.3, którego jeszcze nikt nie używa), a swoją pobłażliwością zachęca początkujących do popełniania błędów. Znam odważnych, którzy uważają, że “warningi” to nic złego, wystarczy wyłączyć ich wyświetlanie. PHP jest też wolne. Straaasznie wolne.
  4. Jeśli wciąż nie zrezygnowałeś to przedstawię zalety: gigantyczna ilość materiałów w sieci oraz dostępność na serwerach, która też działa w drugą stronę, tj. “serwer uruchamia php, więc nauczę się php.” Tylko po co się cofać? Dzisiaj naprawdę można znaleźć dość tanie serwery obsługujące Pythona i/lub Ruby’ego.
  5. Wciąż chcesz się uczyć PHP? Zacznij więc z grubej rury – od Symfony. Przejdź adventa od deski do deski. Nauczysz się przy tym (jak szczęście dopomoże) jako-tako organizacji kodu, popełnisz tysiące błędów i napotkasz drugie tyle problemów, które i tak prędzej czy później byś spotkał. Jak ogarniesz tę lekcję i wciąż nie zmądrzejesz to naucz się Zend Frameworka. Zend wymusza od programisty by zrobił więcej i więcej wiedział.
  6. Za dwa lata, kiedy świat w końcu zrozumie, że może żyć bez PHP, Ty drogi użytkowniku powinieneś być już całkiem sprawnym programistą tego języka, modlącym się o więcej zmian w wersji 6.0.
  7. Czytaj mądrzejszych od siebie: Fabien Potencier, Burak, Akra, Matthew Weier, Jari Hartikainen.
  8. A najlepiej przemyśl jeszcze raz, czy programowanie w PHP to aby na pewno dobry pomysł.