Author Archive
A tata Marcina powiedział, że php jest fajne!
Zawsze mam problem, kiedy ktoś mnie pyta “dlaczego właściwie to php jest takie złe? argumenty proszę!”. Mój problem polega na tym, że niespecjalnie potrafię swoją intuicję ubrać w odpowiednie słowa, by odpowiedzieć na takie pytanie w zadowalający obie strony sposób.
Problem niejako rozwiązał się sam dzięki wpisowi Jarosława Zabiełło na forum polskiej społeczności php, pod którym podpisuję się ręcyma i nogyma. Jeśli chcesz zatem wiedzieć dlaczego php to zło – przeczytaj ten tekst.
Mało, a cieszy
Odkryłem dzisiaj, że radość z grania zależy w dużym stopniu od tego jak dużo gramy w ogóle. Odpalając Fallouta 3 (w którego nota bene za wiele nie pograłem, ale to inna para kaloszy) byłem zauroczony światem, drobiazgowością i detalami. Wyjścia z krypty na powierzchnię nie zapomnę na długo – zniszczony świat, po którym mogę się poruszać do woli, rozglądać, wspinać po górkach i podziwiać krajobraz po horyzont! To był dla mnie szok jakościowy.
Gdybym był wytrawnym graczem, to pewnie bym nawet na takie niuanse nie zwrócił uwagi, w całości skupiając się na tym, na co narzeka reszta społeczności maniaków Fallouta.
Przypomina mi się sytuacja jeszcze z czasów podstawówki – kolega właśnie dostał swojego pierwszego blaszaka, na którym oczywiście giercował ile mama tylko pozwalała. Ja wówczas zaliczałem się może nie do “rasowych graczy”, ale sporo tytułów miałem już okazję widzieć i zasmakować, a ponadto wspierałem się co najmniej dwoma tytułami fachowej prasy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy kolega piał z zachwytu nad tytułami, które w zgodnej opinii należały do góry chłamu, które od czasu do czasu jakieś studio popełni. Fatalna grafika, fatalna mechanika, fatalna fabuła, fatalne co tylko się da.
A ten się cieszy jak dziecko na gwiazdkę.
Podobnie czuję się sam dzisiaj grając w demo Mafii 2 (wow! to będzie TYTUŁ!), Mass Effect, czy wspomnianego F3. Mnie się podoba, ale pewności, że to dobre tytuły – absolutnie żadnej. Z drugiej strony… co w tym złego? Może to i lepiej grać od święta, ale zawsze mieć z tego radochę?
p.s.
Tymczasem czekając na Mafię 2 odpaliłem jedynkę. Grafa już nie dzisiejsza, ale klimaaaat… trzyma do dziś!
Pisać każdy może, trochę lepiej, czasem trochę gorzej
Stephen King to bez wątpienia płodny autor, zarówno jeśli chodzi o częstotliwość wydawania, jak i “grubość” swoich dzieł1. Co jednak ważniejsze – niemal każde staje się z miejsca bestsellerem uznanym przez czytelników, często też trafiając na duży ekran w roli kasowego hiciora.
Jak ten gość to robi? – takie pytanie pewnie można zadać, zwłaszcza samemu próbując spłodzić jakikolwiek tekst, choćby to było wypracowanie z języka polskiego. O tym traktuje poradnik z nutą biograficzną: Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika. Książka podzielona jest na dwie główne części – mini autobiografię autora, w której przedstawia historię narodzin Stephena pisarza, uzupełniając paroma ciekawostkami z życia; oraz część główną, czyli właściwy poradnik.
Jeśli piszesz cokolwiek bardziej pasjonującego niż druczki PIT-u, albo podpisy pod zdjęciami na naszej-klasie (pardon, nk), to ta książka jest dla ciebie. Nie ważne, czy twoja forma jest poważna mniej (blog, relacje sportowe), bardziej (powieści, opowiadania), czy… abstrakcyjna jak pisanie kodu programistycznego – ta książka jest dla ciebie.
Pisanie to telepatia, magiczna moc przelewania swoich myśli poprzez nośnik, by przekazać ją dalej, w inny czas i miejsce. Same zasady, porady i reguły stosowane i przedstawiane przez autora pasują zatem idealnie niezależnie od tego, jaką formę obejmie twoje machanie piórem, czy klepanie po klawiaturze.
Najważniejsza zasada? Dużo pisać i jeszcze więcej czytać. Po resztę sięgnijcie do książki. Jest krótka2, więc można łyknąć w dzień-dwa, a po lekturze aż chce się pisać.
Kontekst jest najważniejszy
Człowiek się uczy całe życie – właśnie “odkryłem” dość istotny niuans zabaw z jQuery, który nie wiedzieć czemu nie był mi znany wcześniej1. Otóż podając selektor można jeszcze w drugim parametrze dodać context, o np tak:
$('div.gołeDupy', '#porno');2
I nie mylić tego (jak ja w pierwszej chwili) z multiselektorem. Nie wiem jak wy, ale ja tego nie znałem, a okazuje się, że nie tylko ja. Bajer polega na tym, że teraz sizzle będzie szukać nie w całym dokumencie DOM, ale jedynie jego wycinku pod #porno. Uważny czytelnik mógłby powiedzieć, że to samo otrzymamy przez:
$('#porno div.gołeDupy');
Będzie on jednak w błędzie. Streszczając – jQuery najpierw wyszuka w DOM gołeDupy, a dopiero potem zawęzi do #porno. Więcej w tym (i nie tylko) temacie można poczytać na nettuts.
- całe szczęście, że nie przyznaję się do klepania js-a, bo by była siara [↩]
- html5 dopuszcza unicode dla nazw identyfikatorów i klas [↩]
Martwa wołowina
Prawdziwy geek X-ów używa tylko po to, żeby mieć ładniejsze czcionki – i ten jeden fakt już mnie z tej grupy dyskwalifikuje. I tak oto zamiast korzystać z mpd, czy innej mocy, ja tęsknię za (o zgrozo!) windowsowym foobarem1. Domyślny ascetyczny wygląd można bez przeszkód podrasować do sŁiTaŚnEgO programu na które każde dziecko będzie gapić się godzinami.
Oprócz tego takie drobiazgi jak super wygodny album list, który idealnie wstrzeliwuje się w moje uporządkowane zbiory mp32, zakładki na playlisty, pobieranie id3, zmiana nazw plików na podstawie tagów, ripper i tysiące innych dzięki wtyczkom. Gdzieś pewnie jest nawet tagowanie w stylu łebwdazero3, tylko by trzeba poszukać.
Tymczasem za rogiem czai się rozwiązanie problemu o wdzięcznej nazwie DeaDBeeF: linuxowy playerek wzorowany na foobarku. Nie potrafi jeszcze śledzić katalogu, brakuje mu masstagera i mnóstwa innych ficzerów, ale od czegoś trzeba zacząć, co nie?
W każdym bądź razie czekam z niecierpliwością na kolejne wersje.
