I tak do zajebania
Żyjemy w czasach, kiedy ludzie nie mają czasu, więc sobie ułatwiają i tworzą skróty. Zamiast pamiętać adresy tysięcy stron tworzą zakładki składowane w chmurze i aktualizowane na naszych komputerach w domu, pracy, laptopie i telefonie 6286582 generacji (btw – mam chrapkę na motorolkę).
Zamiast śledzić tysiące portali niułsowych wymyślono rss-a, agregatory, zarówno jako aplikacje desktopowe, jak i webowe, na wypadek jakbyśmy korzystali z komputera w domu, pracy, laptopa i telefonu 847365834658 generacji.
Ponieważ nie mamy już czasu na pisanie blogów powstały mikroblogi. Ponieważ nie mamy czasu śledzić i pamiętać tysięcy mikroblogów powstały agregatory…
To wszystko sprawia, że mamy codzienną dawkę tysięcy rzeczy “nie-do-przeoczenia”, na które nie mamy czasu, bo i tak nie mamy czasu na inne ważne rzeczy (pracę, rodzinę, naukę, rozrywkę).
Szykuje mi się semestr zapierdolu od 7:30 do 20 codziennie, od poniedziałku do piątku.
W google readerze mam 462 nieprzeczytane artykuły.
Jest środa, 30. września, jutro początek nowego roku akademickiego.
Jebać PWr, PZPN, PZKOSZ i PLK.
Tak, to post o niczym.
Nie, nie ulżyło mi.
Na półce czeka wciąż nieprzeczytane The End A War oraz klasyka informatyki. I Fallout 3. I Mass Effect (a niedługo mafia 2, mass effect 2…).
Ble.
