Code is poetry.
wordpress.org

Słabiutkie Tales of Valor

Wiele miesięcy temu roolin zaproponował mi, by sięgnąć po Kompanię Braci. Zachęcony jego opinią od razu zakupiłem złotą kolekcję, czyli podstawkę oraz dodatkowe misje. Gra wciągnęła mnie jak żadna inna od kilku lat, przyjemność z grania okazała się być na poziomie tej z czasów łupania w Close Combat-y, przy których spędziłem wiele tygodni.

Kiedy tylko pojawiła się informacja o preorderze nowego dodatku do Kompanii, od razu zamówiłem. Miały być 3 świeżutkie kampanie, z czego jedna zupełnie innowacyjna – prowadzimy jednego Tygrysa dbając o każdego z członków załogi. Biorąc pod uwagę, że CoH to rasowy RTS, to informacja ta brzmiała bardzo intrygująco.

W końcu Tales of valor wylądował na moim biurku, szybko odpaliłem i… się zawiodłem. I wcale nie dlatego, że już w dniu premiery pojawił się nowy patch.

Po kolei. Mamy 3 kampanie – wspomniany As tygrysów, Grobla i Falaise. Chociaż słowo “kampania” jest zdecydowanie na wyrost, nawet “mini-kampania” tu nie pasuje, bowiem każda z nich to zaledwie 3 misje… na poziomie “normal” można więc przejść całą grę w ok 6 godzin. Cholernie mało, jak na wydatek rzędu 90 zł. Do tego dorzucono 3 operacje w ramach gry wieloosobowej oraz 6 jednostek.

Przyjrzyjmy się temu bliżej.

As Tygrysów – genialna w zamyśle, spieprzona po całości długością “kampanii”. Człowiek nie zdąży się nawet rozkręcić, a tu już koniec. Mamy do dyspozycji Tygrysa z 5-cio osobową załogą, którego możemy mocno rozwijać wraz z doświadczeniem. Dostępnych jest mnóstwo opcji, od zwykłego przyspieszenia, przez szybsze strzelanie, zasłonę dymną, czy lepsze uzbrojenie. Dodatkowo możemy sami zająć się strzelaniem – przełączamy się w specjalny tryb i wówczas lufa podąża za naszą myszką, a po przeładowaniu możemy wystrzelić pocisk. Proste, choć w ogniu walki bywa kłopotliwe, kiedy jednocześnie chcemy strzelać i się poruszać. No i jak już mówiłem – zanim zdążymy się rozkręcić, będzie już koniec gry.

Grobla – tutaj mamy do czynienia z przygodami dwóch oddziałów powietrzno-desantowej jednostki, która miała za zadanie zająć pewną groblę podczas inwazji w Normandii. Podobnie jak w Asie Tygrysów, tak i tutaj mamy do czynienia ze specjalnymi jednostkami, które można mocno rozwijać. Spotykamy się i zajmujemy groble, bronimy groble, a na koniec atakujemy po drugiej stronie grobli pozycje niemieckie. Koniec.

Falaise – “standardowa” kampania, już bez jednostek specjalnych, a z “budowaniem” jednostek. Przejmujemy kontrolę nad niemiecką dywizją stacjonującą w Falaise podczas oblężenia. Musimy się wybronić w 3 misjach, będących kolejnymi etapami.

W zasadzie, żeby mieć jakąś satysfakcję z tych kampanii, należałoby grać je na wyższym poziomie trudności i grać dopóty, dopóki nie zdobędzie się wszystkich medali.

Operacje to znowuż nowy tryb rozgrywki sieciowej. Są trzy – walec pancerny, szturm oraz skała. Operacje mają dwa zasadnicze minusy – dla każdej z operacji jest po zaledwie jednej mapie oraz nie można zagrać z komputerem, co w przypadku braku chętnych do wspólnego grania, albo słabego neta, może być sporym problemem.

Walec pancerny – to wykorzystanie pomysłów z Asa tygrysa – mamy pojedynek czołgów max 3 na 3 graczy. Każdy z czołgów ma inne dodatki zdobywane wraz z doświadczeniem. Rozgrywka całkiem przyjemna, wymagająca dobrego zgrania zespołu.

Szturm – po obu stronach mapy mieszczą się umocnione bazy przeciwników. My mamy do dyspozycji dzielnego wojaka (m.in. sanitariusz, ciężka piechota, komandos, snajper, saper itd), którym lecimy na wroga. Tutaj rozwijamy jedynie “atak” i “obronę” żołnierza. Po każdej ze stron może być 3 takich żołnierzy. Żeby było trudniej, bazy są bronione sporymi silami – działa, ckm-y, żołnierze. Im dalej zajedziemy, tym silniejsze jednostki ruszają przeciwko nam, z czołgami pod koniec. Celem jest zniszczenie bazy znajdującej się na samym końcu.

Skała – tutaj już liczy się tylko współpraca. Bronimy miasteczka mając do dyspozycji bardzo mało zasobów. Bronić można max w 4 osoby. Co rusz atakuje nas nowa i coraz silniejsza fala niemieckich żołnierzy nacierając z różnych stron. Operacja Skała jest bardzo trudna i niemało wysiłku trzeba w nią włożyć, żeby przetrwać choć połowę zaciekłych ataków.

Każda z nacji dostała po 2 nowe jednostki, które zastępują stare (jeśli nam się nie podobają, możemy przełączyć się na stare). Jednostki te jednak niewiele wnoszą do prawdziwej rozgrywki i w zasadzie niewiele się z nich korzysta. Ja sam wykorzystywałem jedynie dwie – Schwimwagen (taki pojazd przypominający łódkę na kółkach) zastępujący motocykl oraz lepsze działo samobieżne u Amerykanów.

Są jeszcze ponoć nowe mapy, ale jako, że wcześniej w ogóle się po sieci nie bawiłem, to nie jestem w stanie ocenić zmian :)

I tyle. Fajnie, że coś nowego, fajnie, że się rozwija, ale jak powiedziałem wcześniej – cholernie mało za tę cenę.

p.s.

I nie warto inwestować w miotacze ognia. Zostały przesadnie osłabione i mają teraz siłę rażenia zapalniczki.

3 Responses to “Słabiutkie Tales of Valor”


  1. 1 Kania

    A oglądałeś na Gamecornerze recenzję Sławka Serafina? Ta tylko pytam, bo sam nie grałem i nie mam jak ocenić obiektywnie.

  2. 2 yanoo

    nie, ale już szukam.

  3. 3 yanoo

    no i obejrzałem. chłopak nic nie wnosi ;] opisuje co jest w dodatku i sam mówi, że jest tego mało, tylko nie grymasi z tego powodu tak jak ja :P

Leave a Reply