(Nie)świeżo o Bondzie
yanoo: jestem świeżo po Bondzie
roolin: stare
No cóż. Bywa i tak, że czasem nawet będąc zagorzałym fanem, to się na film człowiek późno wybierze.
roolin: i daj jakąś opinie o Bondzie
Także tego…
- Po Casino Royale moja mama stwierdziła, że strasznie poplątany. Po tym chyba rozboli ją głowa1.
- Quantum of Solace jeszcze bardziej niż Casino Royale zrywa z wizerunkiem Bonda…
- … na szczęście wciąż daje się w tym filmie wyczuć, że to jest Bond. I to jest w tym filmie najlepsze.
- Nie było (znów) martini.
- Nie było My name is Bond. James Bond.,
- Nie było laski Bonda (znaczy – tak jakby była, ale nie w takim sensie, jak to zwykle bywało).
- Był za to Bond sentymentalny, który się prawie rozkleił.
- No i jest krótszy niż zawsze2 – zamiast 140 minut mamy niecałe dwie godziny. Chociaż ja osobiście tego nawet nie zauważyłem, bo film jest tak napakowany akcją i wydarzeniami, że miałem wrażenie, jakby ze 3 godziny trwał.
Ogólnie pozytywnie, na bank jeszcze kiedyś obejrzę na spokojnie w domowym zaciszu. Pozostaje czekać na kolejną część przygód agenta 007.
