Wodnosamolot
Galeon osiadł na kotwicy najbliżej wyspy jak się dało. Na sam ląd dotarliśmy na małych łodziach. Były tam mrówki. Miliony mrówek. Mięsożernych. Rzuciliśmy im kości z mięsem, żeby się czymś zajęły, a sami ruszyliśmy naprzód. Był tam otwór w ziemi, jakby do jaskini. Weszliśmy do środka. Na drugim końcu tunelu był otwór w suficie przez który można było wyjść z powrotem na powierzchnię. Światło, które się przez nie wlewało do środka oświetliło też otwór w ziemi, w głąb tego… mrowiska. Wrzuciłem do środka kość i wygrzebałem się na zewnątrz.
Nieopodal stał na wodzie dwupłatowy wodnosamolot. Pilotowała nim jakaś kobieta, blondynka o kręconych włosach. Całkiem ładna. Oferowała specyficzną przejażdżkę – klient stawał na skrzydle samolotu, stopy wsuwał pod drobne mocowania, a potem srał w powietrzu przy kolejnych bączkach. Stanąłem z ciekawości na skrzydle, by przymierzyć mocowania.
- No to startujemy!
- Ej! Ty chyba nie myślisz, że ja… Wyłącz ten silnik!
Było już za późno. Ruszyła w morze i za moment wystartuje. Odczepiłem stopy i wyskoczyłem do wody. Przecież ty nie umiesz pływać głupcze!
Opadałem na dno z zamkniętymi oczyma z nogami podkulonymi pod siebie. Odbiłem się od podłoża i zakręciłem kilkukrotnie. Przydałoby się wypłynąć… tylko gdzie jest góra, a gdzie dół? I dlaczego nie mogę otworzyć oczu?! Jezu, ja tonę… W panice zacząłem ciężko łapać powietrze. Pod wodą.
Budzę się i zastanawiam jak bardzo pojebane sny można mieć. Widać bardzo.

“potem srał w powietrzu” – naprawdę tak to miało brzmieć? Że co? Ściągał gacie i srał? Jeśli chodziło Ci o sranie ze strachu to trochę źle zdanie ułożyłeś. Ale ogólnie świetne
roolin
3 Sep 08 at 13:59